To wszystko wina Dziadka

IFA

W życiu każdego człowieka jest ktoś kto ma wpływ na jego przyszłość. W moim przypadku to był Dziadek. To dzięki niemu dzisiaj siedzę w motoryzacji po uszy i bardzo lubię ten stan. 

W dzieciństwie chciałem być strażakiem, policjantem, lekarzem czy innym Indianinem, ale pasja do motoryzacji wygrała i wybrałem dziennikarstwo motoryzacyjne. To wszystko wina Dziadka. Dziadek pracował na kopalni. W dużym skrócie pilnował, żeby na górze i pod ziemią wszystkie maszyny działały jak należy. Kiedy miał wolne, czasami w weekend na podwórko podjeżdżał Wołgą dyrektor kopalni. – Fredek, jesteś potrzebny! I Dziadek jechał ogarniać temat, który ktoś chwilę wcześniej położył. A węgiel musiał się zgadzać. Dziadek od zawsze miał smykałkę do mechaniki i elektryki. Za komuny na wsi żyło się ciężko, ale trzeba było sobie jakoś radzić. Bywały dni, kiedy do Dziadka ustawiała się kolejka bliższych i dalszych sąsiadów. Komuś zepsuła się pralka albo traktor, trzeba było naprawić elektrykę w domu albo wejść na słup wysokiego napięcia bo wiatr zerwał przewody a energetyka miała ważniejsze rzeczy do roboty. I dziadek ogarniał. Po kolei i zawsze skutecznie. Dziadek to był gość.

Zaraz po wojnie zaczęła się jego przygoda z motoryzacją. Bywało, że na podwórku stało kilka motocykli. Sprawnych i niesprawnych, ale wszystko dało się naprawić. Zawsze. Jego pierwsze auto jakie pamiętam to IFA F9, potem był żółty Fiat 125p (nie byle jaki bo w wersji eksportowej) i Polonez. Doskonale pamiętam całe dnie spędzone na podwórku i pomaganie przy remoncie silników, które padały jak muchy (Dziadek lubił dać po garach). Spinaliśmy sprężyny zaworowe za pomocą przyrządu własnej konstrukcji. Nie wszystko szło tak jak trzeba więc gdy dziadek siadał do obiadu, ja szukałem w trawie klinów zaworowych, które wystrzeliwały w nieznanych kierunkach. Zawsze.

Grubo po siedemdziesiątce Dziadek wszedł w etap drugiej młodości. Znalazł dziewuchę a Poloneza postanowił wymienić na coś szybszego. Oczywiście wybrał sam, nie pytał mnie o zdanie, bo wszystko wiedział najlepiej. Pamiętam dzień, kiedy dojeżdżałem do domu. Na długiej prostej wyprzedziła mnie granatowa Vectra. Wariat – pomyślałem na widok gościa, który po wątpliwej jakości drodze leci grubo ponad 140. Podjeżdżam na podwórko i widzę granatową Vectrę (żaden tam zamulony diesel ale benzynowe 1.8), z której wysiada Dziadek. – Kurwa, Kacper, ależ to idzie! Dziadek to był gość. W garażu miał wszystko: szlifierkę, kompresor, lutownicę, wiertarkę stołową, tony śrubek i ścianę zawaloną kluczami… czyli to co potrzebne do szczęścia gówniarzowi z głową pełną pomysłów.

Pamiętam jak dziś, kiedy mama zgodziła się na kupno mojej pierwszej Motorynki. Była zepsuta a troskliwa matka pomyślała: Kupię mu tą motorynkę. Będzie siedział godzinami w garażu próbując ją naprawić i koniec końców… pewnie jej nie naprawi. Był ranek. Już po południu terroryzowałem polne drogi. Bez kasku ale z uśmiechem od ucha do ucha. Silnik naprawiłem sam, ale to i tak wina Dziadka. Na strychu do dzisiaj trzymam prostownik, który jakieś pół wieku temu Dziadek zrobił ze starego chlebaka. Nadal działa… Minęło prawie osiem lat odkąd Dziadka nie ma z nami. I wiecie co? Jeżeli tam na górze mają samochody, pralki, lodówki, to wszystko chodzi jak w zegarku. Bo Dziadek to jest gość.

tatran

Zrzut ekranu 2018-03-05 o 21.45.25

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s