Volvo 940 2.4 TD

przod

Wszystkie leciwe samochody którymi jeździłem, kupowałem z pełną świadomością i premedytacją. Zdawałem sobie sprawę z ich wad, kosztów utrzymania i fochów, jakie mogą stroić. Volvo 940 to ten samochód, za którym nie będę jakoś szczególnie tęsknił, ale to akurat tylko i wyłącznie moja wina. 

Dlaczego moja? Bo popełniłem dwa podstawowe błędy. Nie kupiłem wersji kombi i nie kupiłem wariantu z silnikiem benzynowym. Sedan z volkswagenowskim dieslem pod maską to był bardzo zły pomysł. Klasyk? Niestety trochę na siłę… Volvo po prostu musi być kombiakiem. Co jeszcze? 940-tka to prawdziwy Szwed, jeszcze z okresu przed zaborami, kiedy to Szwecję najechały hordy barbażyńców z Forda a później Chińczyków z “diabli wiedzą skąd”. Oryginalny biały lakier nie jest może wyszukany, ale tak gruby i twardy, że zabite muchy można z maski zeskrobywać siekierą. Widoczność z miejsca kierowcy jest porównywalna z tym co widać ze środka szklarni a wielkimi jak kineskop ruskiego telewizora przednimi reflektorami można nocą wypalać trawy na przydrożnych łąkach. Nadwozie jest wyjątkowo solidne, niestety na pokładzie nie jest już tak przyjemnie. Fatalnie wykonanego wnętrza z czarnego jak węgiel plastiku nie ratuje nawet skórzana tapicerka. Pod tym względem to już niestety nie jest poprzednik – 740.  Wszystko trzeszczy, skrzypi i odpada. Dramat rodem z włoskich samochodów z lat 80. Taka 940-tka waży tyle co trzy mocno dopasione łosie z porożem więc generalnie nie chce jechać. 122 konie mechaniczne to trochę za mało, ale jak już się go pogoni prawą stopą i gdy wieje w plecy, rozpędzi się nawet do 180km/h. Trzeba do tego trochę cierpliwości, ale jednak się da. Hamować trzeba… z pewnym wyprzedzeniem, ale po wymianie tarcz, klocków i regeneracji zacisków nie trzeba być już jasnowidzem a wystarczy jedynie daleko idąca zdolność przewidywania. Lars Larsson (tak go nazywam) lubi zakopcić – przy kickdownie na czarno (diesel musi dymić), przy porannym rozruchu na biało (uszczelniacze zaworowe), zimą odpala jak Jelcz i pali jak smok. I tyle… No nie przypadliśmy sobie jakoś specjalnie do gustu. W ciągu ostatnich piętnastu lat samochód zepsuł mi się tylko raz. I to był właśnie ten samochód…

Wiecie co? Chyba jednak przeproszę się z 940-tką. I to szybciej niż mi się wydaje…

Volvo 940 2,4 TD – 1992r. Przebieg w chwili zakupu: 297 tys. km.

 

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s